wtorek, 9 lutego 2016

Jak przetrwac zime ... w meksykanskich warunkach

W tym roku zima w Meksyku byla/jest dluzsza, a niskie temperatury jeszcze bardziej odczuwalne niz w latach poprzednich. Stad tez automatycznie od listopada chodzilam (i wciaz chodze) do pracy z odpowiednim zapasem chusteczek higienicznych i zestawem lekarstw. Jezeli w danej chwili towarzyszyl mi bol gardla, byl on najprawdopodobniej skutkiem ubocznym nieustannego tlumaczenia moim meksykanskim kompanom z pracy, dlaczego ja, Polka, ktorej i syberyjskie zimy straczne byc nie powinny, marzne i siedze otulona kocem w Meksyku ... Bo przeciez ichniejsze zimy sa niczym w porownaniu z tymi, z ktorymi zmierzyc sie mozna w moim ojczystym kraju. I jakos zdaja sie ich nie przekonywac fakty, iz obecnosc kaloryferow, grubsze sciany zewnetrzne, podwojne okna, czy wreszcie  - porzadna koldra, a nie cienkie badziewie o  lichym wypelnieniu, czy jakis plastikowy koc, robia znaczna roznice w codzienniej egzystencji w porze zimowej ...
Jak sobie zatem poradzic w tychze spartansko-meksykanskich warunkach? Rozwiazaniem jest ziololecznictwo, madrosci babci meksykanki i telefon zaufania do najlepszego lekarza na swiecie, czyli wlasnej mamy.

***

1. Pokój 
Przygotowujac sie do walki z meksykanska zimna warto najpierw zapewnic sobie odpowiednie otoczenie, w ktorym przyjdzie nam przetrwac te pare tygodni chlodu. Mamy tutaj do dyspozycji dwa sposoby:
Wersja ekonomiczna: Praktykowana przez wiekszosc tutejszej spolecznosci - Zaopatrujemy sie w jak najwieksza ilosc koców, pod ktorymi spimy, czy ktorymi sie otulamy ogladajac w telewizji jak Don Alfonso po raz kolejne lamie serce Marii. Poniewaz chlod w nocy daje po sobie znac do tego stopnia, iz nieraz mozemy podziwiac swoj wlasny oddech, a szyby w oknach sa mokre, idziemy spac z cubrebocas, czyli zwykla maseczka chirurgiczna po 1 peso za sztuke.
Wersja de lujo: Inwestycja w kaloryfer(y) i nawilzacze powietrza. Pierwszy z nich najlepiej jest kupic w liczbie mnogiej, aby cale mieszkanie bylo nagrzane, gdyz wychodzac z cieplego pomieszczenia do np. zimnej toalety, jeszcze bardziej jestesmy narazeni na przeziebienie. Tenze drugi zas pomoze nam w oddychaniu i zapobiegnie uczuciu suchosci w gardle, ktory moze pojawic sie jako efekt uboczny dzialania elektrycznej farelki.


2. Polska apteczka w Meksyku
Bedac w Polsce, zawsze staram sie zaopatrzyc o odpowiedni zapas Coldrexów, syropków Pini i Tussipect ( <3 ), oraz herbat i syropow zawierajacyh wyciag z aceroli i sok z malin. Mam bowiem nieraz wrazenie (albo najzwyczajniej w swiecie wmowilam to sobie), ze meksykanskie lekarstwa nie do konca na mnie dzialaja i aby calkowicie doznac uzdrowienia wspomagam sie rodzimymi specyfikami. I tylko zaluje, ze nie mam juz w "apteczce" nalewki wisniowej", ktora bezdyskusyjnie jest najlepszym lekarstwem na wszelkie bóle gardla.

 3. Antybiotyki
W Meksyku lekarze na byle jakie kichniecie przepisuja antybiotyki. Jest to na tyle "normalne", ze mamuski nie widza nic zlego, iz ich maloletnia pociecha od malego jest nimi faszerowana. Zdarza sie tez tak, ze pacjent nie jest odpowiednio zdiagnozowany i dostaje trzy rozne antybiotyki i na pytanie "Czy to aby na pewno jest bezpieczne" otrzymuje odpowiedz "Oczywiscie, to tylko antybiotyk". Chociaz sama walcze i zawsze na wstepie mowie "Nie chce antybiotyku", w wyniku blednie przeprowadzoej terapii juz jakis czas temu nabawilam sie alergii na penicyline, a osoby z mojego otoczenia po wzieciu x ilosci roznego rodzaju antybiotyku skonczyly z zastrzykami sterydowymi.

4. Vaporub
Vaporub podobnie jak Crema de Campana jest specyfikiem uzywanym niemal na wszystko. Tenze pierwszy zdazyl juz sie wpisac w kanon popkultury i jest stosowany na niemal wszystkie dolegliwosci. Jak dla mnie oprocz oczywistych wlasciwosci rozgrzewajacych, ktore ulatwiaja nieco oddychanie, jest takze powodem dla koniecznosci wymasowania klaty piersiowej swego lubego ;)


5. Lecznicze soki
Na ulicach meksyku w okolicach biurowcow roi sie od standow ze swiezo wyciskanymi sokami. dostac mozna klasyczne pomaranczowe, grejfrutowe, czy mandarynkowe (mniam!), a takze specjalistyczne, jak na kaca, dietetyczne (koniecznie z hojna dawka miodu!) czy wreszcie antigripal, czyli bombe witaminy C, skladajaca sie z soku pomaranczowego, limonkowego, ananasowego, gujawy i z dodatkiem klasycznego miodu. Meksykanie zachwycaja sie owa mikstura, jednaze nie wiem, czy z faktycznych powodow zdrowotnych, czy ze wzgledu na swe walory smakowe. Jakby nie patrzec - w Polsce antigripalem jest sok malinowy, zatem - co kraj to obyczaj.

6. Ziolka
Gordolobo, czyli dziewanna drobnokwiatowa, jest moim Numero Uno i jak dotad najlepszym ziolowym odkryciem w Meksyku. Ogolnie jestem wielbicielka roznego rodzaju ziolek, ale ten mnie zachwycil, gdy po dwoch dniach picia naparu z tejze rosliny przestalam byc "pociagajaca" i zaprzestalam "wypluwania pluc". Meksykanie zalecaja dodanie - jak zwykle - miodu. Sama herbatka ma dzialanie rozgrzewajace i dzialanie podobne do lipy, aczkolwiek ta druga smakuje o niebo lepiej...

***

Ten wpis powstal w ramach Projektu Klubu Polek zatytulowanego "Jak przetrwac zime".



niedziela, 25 października 2015

Rzeczy, do których nie mogę się przyzwyczaić w Meksyku

Wiele jest rzeczy, do ktorych nie moge sie przyzwyczaic po niemal trzech latach zycia w Meksyku. Namietne dlubanie w nosie, publiczna higiena intymna, zajmowanie calej rozciaglosci chodnika przez meksykanki, placenie za jakakolwiek pomoc ze strony drugiego czlowieka, czy mumifikacja w metrze - to tylko czesc sytuacji z ktorymi codziennie sie zmierzam, lecz do ktorych przyzwyczaic sie nie moge ;) (Versión femenina de Monk)

1. Ludzkie karaluchy - przestepczosc


Wszechobecna przestepczosc i brak pewnosci nie tylko czy wroci sie do domu z calym dobytkiem, ale czy wogole dany nam bedzie powrot do domu powoduje, ze nazywam ten kraj zapomnianym przez Boga miejscem i o ktorym Dante zapomnial wspomniec w swej "Boskiej Komedii". Niewazne, czy jest sie bogatym, czy biednym jak mysz koscielna - zawsze znajdzie sie jakis gnojek, ktory podejdzie do Ciebie, przystawi lufe do skroni, zabierze to, co masz wartosciowego, a Ty mu jeszcze w myslach podziekujesz, ze nie uderzyl Ciebie w oko gnatem tegoz pistoletu. Wlasnie przez owo zagrozenie, o ile jest sie jego swiadomym, nie mozna w pelni cieszyc sie meksykanskim zyciem (a moze po prostu zyciem (?)) ...
Przyklad z zycia: Kolezanka wracala z pracy, kiedy podszedl do niej karaluch i przystawiwszy jej pistolet do glowy zazadal jej kosztownosci. Dziewczyna przerazona oddala cala swoja torebke wraz z bizuteria, ktora zdjela pospiesznie. Mlody gnojek jednak nie mogl sie zadowolic samym aktem przemocy i szybkiego wzbogacenia - gnatem pistoletu uderzyl ja prosto w oko. Od tego czasu kobieta niedowidzi na nie i ma z nim nieustannie problemy (drganie powieki etc)... 

2. Dziecinstwo na ulicy - dziecko pieniadza

(O tym, ze Meksykanki sa wyrodnymi matkami pisalam juz -> tutaj )
W Meksyku wiekszosc klasy niskiej zyje z zebrania, kradziezy, sprzedazy drobnej spozywki na ulicy czy pajacowania (w doslownym tego slowa znaczeniu) na zielonych swiatlach. Niemal wiekszosci doroslym towarzysza ich male pociechy, mimo, ze w tym czasie powinny byly znalezc sie w szkole, w domu odrabiajac lekcje lub spac w swym lozeczku po dobranocce. Niestety zamiast myslec o lepszej przyszlosci swoich dzieci, skazuja je na ten sam, beznadziejny los co swoj. Niektorzy przechodza samych siebie i ... "wynajmuja" swoje dzieci - najczesciej niemowleta innym. Ci zas upijaja je lub faszeruja narkotykami i tym sposobem probuja litoscia zwiekszyc dochod z zebrow. 
Przyklad z zycia: W mojej dzielnicy wieczorami przychodzi mloda para z dziecmi. Zazwyczaj pijana. Facet myje szyby samochodow, zas jego partnerka przebrana za klauna podrzuca pileczki w jednej rece - w drugiej zas trzyma niemowle. Starsza corka siedzi na chodniku i bawi sie miedzy przejezdzajacymi samochodami...

3. Klasowosc - pan i sluga

Meksykanie uwielbiaja czuc nad kims wladze. Wynika to w duzej mierze z historii tego panstwa, kiedy to klasowosc byla na porzadku dziennym i ktora wraz ze specyficzna mentalnoscia/usposobieniem tegoz narodu doprowadzila do ogolnego problemu z rasizmem i pozostawila po sobie . (under construction - text niechcacy sie skasowal)


4. Luksusowa cena za namiastke normalnosci


To, co u nas wydaje sie rzecza normalna - tutaj uznawane jest za przejaw luksusu. I nie mowie tutaj o roznicy w cenie produktow europejskich, kiedy to za produkt trzeba zaplacic piec razy wiecej, niz jest to w kraju pochodzenia, gdyz ten stan rzeczy mozna uznac za normalny (np. w Polsce za 6 pszennych tortilli zaplacimy 5zl, w Meksyku - 1,25zl; Chrzan: PL - 2zl; MX - 10zl). Jednak mozliwosc zakupu w rozsadnej cenie dobrych kosmetykow, ubran dobrej/bardzo dobrej jakosci, mebli, ktore sie nie odksztalca po miesiacu uzytkowania czy podstawowego sprzetu AGD jest juz bardziej problemowy o ile nie ma sie bogatego chlopaka, dobrze platnej pracy, lub dobrze zaopatrzonego mieszkania (wynajetego lub "po babci"). W Europie ludzie bowiem marudza na wszechobecna "chinszczyzne" - W Meksyku trzeba uwazac nie tylko na nia, ale i na niektore produkty "hecho en México" (chociaz tutaj raczej nalezaloby powiedziec nie produkty, ale uslugi, ktore wykonywane sa byle jak).
Przyklad z zycia: Kolezanka polska uslyszala kiedys od Meksykanki, iz ta to ma luksusowe zycie, skoro "ma pralke, lodowke, telewizor i stac ja na wyjscie do knajpy, kina, czy wypad za miasto" ....

5. "Bulka przez bibulke"


Meksykanie sa mistrzami zawoalowanej odpowiedzi. Bardzo czesto wynika to z faktu, iz boja sie wziac na siebie odpowiedzialnosc za jakas decyzje, i mimo, ze odpowiedz brzmi "tak" lub "nie", dane Ci bedzie jedyne wysluchanie dlugiego wykladu, czesto malo zwiazanego z samym pytaniem. Podobnie sytuacja ma miejsce, gdy pisza maile, w ktorych nigdy nie napisza bezposrednio powodu swojej wiadomosci - trzeba szukac go z lupa lub domyslic sie z kontekstu wypowiedzi autora. 
Przyklady z zycia: 1. Wraz z kolezanka Polka jestesmy uwazane za bastante groseras w pracy, gdyz kontaktujac sie z przedstawicielami firm zagranicznych, piszemy bezposrednio cel naszych maili i wytluszczamy te czesc tekstu, ktora jest najwazniejsza. 2. Zapytalam sie kiedys kolegi, czy zna dobrego chirurga dentyste - zamiast odpowiedzi "Tak, znam, dam Ci numer telefonu/Nie, przykro mi, nie znam", uslyszalam 5 minutowy wyklad na temat specjalizacji na kierunku ortodoncji na UNAMie. Kiedy zakonczyl swoje expose zapytalam ponownie "Ok, i czy znasz osobe od tego i tego". Odpowiedz brzmiala, iz "Tak, kiedys leczyl mnie fantastyczny profesor uniwersytecki, ktory blablabla". Do dzisiaj nie poznalam ani nazwiska, ani telefonu owego "swietnego lekarza".


 

Tekst ten powstał w ramach jesiennego projektu Klubu Polki na Obczyźnie, ktory dedykujemy akcji „AUTOSTOPEM DLA HOSPICJUM” – Przemek Skokowski wyruszył autostopem z Gdańska na Antarktydę, by zebrać 100 tys. zł. na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz dzieci z Domowego Hospicjum dla dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. Wy również możecie wesprzeć akcję dowolną kwotą. Więcej info na stronie siepomaga.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Koszt zycia w Meksyku. Czesc 1

Jakis czas temu zostalam poproszona o napisanie w miare rzetelnego posta dotyczacego zycia w Meksyku od strony ekonomicznej. Mam nadzieje, ze ponizsza notka przysluzy sie w jakis sposob osobom wyprowadzajacym sie do tegoz kraju, lub zamierzajacych odwiedzic go w celach stricte turystycznych. Zanim jednak osoby zainteresowane przejda do lektury, pragne zaznaczyc nastepujace rzeczy:
  • Ceny zmieniaja sie z roku na rok, co oznacza, ze tak, jak w Polsce jest coraz drozej. Jezeli zatem czytasz tenze post rok po jego napisaniu, dodaj do ponizszych kwot ok 10-20% itd.
  • Ceny dotycza mieszkan, uslug i produktow dostepnych w stolicy Meksyku - Miescie Meksyk.
  • W samym rejonie Distrito Federal ceny moga sie znacznie roznic - wynika to z zasady im niebezpieczniej tym taniej - tzn. w exclusive Polanco ceny wszystkiego beda nawet cztery razy wieksze niz w niebezpiecznym Tepito. 
  • 1PLN=4MXN
  • Skroty: Col. - Kolonia (czesc dzielnicy); Del. - Delegación - dzielnica 


* Mieszkanie - Cena oczywiscie zalezy od dzielnicy - im more exclusive/more european tym drozej (w spisie uwzgledniona zostala jedynie czesc).

Dzielnice/regiony bezpieczne:

  • Coyoacan (Del.) od 4500MXN
  • Polanco (Col.) od 15000MXN
  • Santa Fe (Col.) od 10000MXN

Dzielnice/regiony srednio bezpieczne:

  • Tlatelolco (Col.) od 3500MXN
  • Roma (Col.) od 6000MXN (w przypadku najtanszego mieszkania zazwyczaj jest to jednopokojowe mieszkanie usytuowane na parterze z klimatem piwnicy ;) )
  • Condesa (Col.) od 6000MXN
  • Xochimilco (Del.) od 4000MXN

Dzielnice/regiony niebezpieczne:

  • Tepito (Col.) od 2500MXN
  • Azapotzalco (Del.) od 2500MXN
  • Iztapalapa (Del.) od 2000MXN

Uwaga: Jezeli jestes studentem/towarzyskim robotnikiem biurowym lub fizycznym/kolejna polska topmodelka mozesz takze wynajac pojedynczy pokoj. Opcja ta jest o wiele tansza (ekhm, zalezy ona takze od dzielnicy), aczkolwiek musisz liczyc sie z ograniczona swoboda (np. koniec latania na golasa po mieszkaniu, czy czekanie na zwolnienie toalety). 


* Transport publiczny - Nie ma biletu dlugoterminowego!
  • Taksowka: W zaleznosci od korporacji - 8,74/13,10/27,30 MXN na dzien dobry plus (kolejno) ok 1,07/1,30/1,84 MXN za 0,25km/45sekund odcinka (Czas to pieniadz). Po godz. 22.00 ceny wzrastaja o 22%.  Uwaga: 1.) Taksowki na postoju sa zazwyczaj drozsze od tych chwytanych na ulicy 2.) Taksowki w kolorze zloto-czeronym sa tansze od taksowek bialych ze zlotymi ornamentami 3.) Taksowki prywatne i dowozace na lotnisko sa znaaacznie drozsze (ich przelicznik porownywany jest z cenami taxi w Polsce). W ostatnim czasie popularne staly sie taksowki UBER - koszt sprawdza sie indywidualnie na stronie https://www.uber.com/es/cities/mexico-city
  • Metrobus: 6 MXN 
  • Trojlebus: 4 MXN (Trojlebus dla ubogich - 2 MXN (Pojazd poruszajacy sie ostatkiem swych sil - porownywalne do sportow ekstemalnych - mozna obserwowac poruszajacy sie dach, szyby w oknach i/lub rury))
  • Autobus Reforma: 5,50/6,00 MXN - W zaleznosci od luksusu siedzen (bo tak to mozna w Meksyku nazwac - siedzenia miekkie, z materialu sa towarem luksusowym ;)) przejazd jest drozszy. Uwaga: Lepiej miec odliczone drobne, gdyz nie ma mozliwosci otrzymania reszty.
  • Pesero (maly bus): 6 MXN Uwaga: Srodek transportu stworzony przez szatana. Ulubione miejsce zlodziei.
  • Tren ligero (pociag kursujacy na krotkich odcinkach): 5 MXN
  • Metro: 5 MXN. Uwaga: 1.) Lepiej nie podrozowac nim w godzinach szczytu, gdyz mozna narazic sie na skrojenie przez rzezimieszka lub obmacanie przez jakiegos zboczonego Pepe; 2.) Jezeli jestes niewiasta, 1.) kieruj sie do przednich wagonow - sa one bowiem przeznaczone dla kobiet (sa one jednoczenie mobilnym salonem pieknosci - bo czyszczenie brudu zza paznokci, make-up, depilacja brwi itp. itd. wcale nie sa sprawami, ktore nalezaloby zrobic w zaciszu domowym...) 2.) uwazaj na bijace lokciami nacas ;) Uwaga: Przyznam sie tutaj bez bicia, ze jak jade 1-2 stacje to trzymajac kurczowo przy ciele torebke wsiadam do przednich wagonow meskiej/unisex czesci metra i jakos zyje.

* Zakupy (artykuly spozywcze)
  • Mieso: Tak, jak w Polsce, tak i tutaj najlepiej jest kupowac miejsce w "swoim" sklepie, a nie w w supermarkecie, gdzie mieso niemal same chodzi na sklepowej ladzie. Dobra okazja do zakupu dobrej jakosci wedliny sa takze rynki, aczkolwiek tutaj trzeba sie miec zawsze na bacznosci, gdyz warunki ich przetrzymywania sa dosyc "spartanskie". Przykladowe ceny: Piers z kurczaka: 100MXN/kg, skrzydelka z kurczaka: 60MXN/kg, zoladki kurczaka: 40MXN/kg, mieso na schabowe: 125MXN/kg, poledwica wolowa: 150MXN/kg (!), kaczka: ok 300MXN za cala kaczuszke, krolik ok 250MXN za korpus, Parowki z indyka/wieprzowe od 60MXN/kg do ok 150MXN/kg, szynka wedzona: od 100MXN/kg, boczek wedzony od 100MXN/kg, kielbasa biala: od 160MXN/kg, kielbasa polska: od 80MXN/kg (najtanszy szajs urozmaicony nutka "polskiej" papryczki chili) do ok 200MXN/kg. Uwaga: Produkty najbardziej komercyjnych marek jak Fud, Zwan, Kir, Bafar etc smakuja gorzej niz podwawelska z Biedronki (osoby znajace smak prawdziwej, dobrej Podwawelskiej beda wiedzialy, co autor mial na mysli), dlatego najlepiej 1.) skontaktowac sie z malymi producentami wedlin i chociaz cena wowczas jest dwa, lub trzy razy wyzsza - warto zainwestowac pieniadze; 2.) klasycznie zrobic poszukiwania w malych sklepach - ostatnio w ten sposob znalazlam boczek smakujacy jak Szynka Szwarcwaldzka w cenie 125MXN/kg.
  • Nabial: Mimo, ze krow w Meksyku nie brakuje (na co rowniez wskazuje podana wyzej cena miesa), mleko jest nieporownywalnie drozsze od tego dostepnego w Polsce. Za karton mleka zaplacimy od 10 MXN (mleko czesciowo zrobione z mleka w proszku) do 18 MXN. Jednoczesnie znajdziemy mleko nie tylko odluszczone, ale i pozbawione laktozy, odtluszczone i pozbawione laktozy, z dodatkowa iloscia blonnika itd itp. Za maly kubek smietany zaplacimy od 7-15 MXN (przy tych najtanszych - tyle w nich chemii, ze po otwarciu wytrzymuje dobry miesiac), jogurt od 4-10MXN, jogurt grecki: od 7MXN, kefir: od 25MXN za mala buteleczke, mleko smakowe od 15MXN/l.
  • Owoce: Jablka 15-35MXN/kg (ogolnie dostepnymi jablkami sa te importowane z USA, ktore nijak maja sie do polskich jablek - najlepiej znalezc na rynku drobnego sadownika, ktory nie tylko sprzedaje jablka po najnizszej cenie, bo jedynie 18MXN/kg, lecz smakuja one jak nasze Gale czy Lobo); Pomarancze 3-8MXN/kg, Limonki od 15MXN/kg, Banany zwykle 7-15MXN/kg, Arbuz od 3MXN/kg, Papaya od 8MXN/kg, Sliwka 15-45MXN/kg (najtansza to ta od drobnego sadownika), gujawa od 10MXN/kg, Grejfrut 3-7MXN/kg, Cytryna od 20MXN/kg, Brzoskwinia od 30MXN/kg, Winogrona od 25MXN/kg.
  • Pieczywo: W eleganckich sklepach, w ktorych dostaniemy ciastka o zroznicowanym smaku, kolorze i ksztalcie, zaplacimy tyle, ile w przecietnej polskiej ciastkarni (ewentualnie dwa razy drozej, bo estilo europeo sie ceni). Przejdzmy zatem do pieczywa oferowanego szaremu meksykanskiemu Jose Garcii. Za bulke bolillo zaplacimy 1,50-2,00 MXN, chleb pan casero 13-21 MXN (najlepiej udac sie do piekarni szwajcarskiej - za duzy, kragly bochen zaplacimy 50 MXN - cena jest jednak warta jego smaku);
  • Slodycze: Najwazniejszy dzial :D Drozdzowki, amerykanskie donuty etc: 5,50-8MXN ("na dzielnicy" kupisz zawsze taniej, niz na ulicy idac w drodze do pracy, Czekolada swieza: 115MXN/kg (z lupinami) lub 180MXN/kg (bez lupin), batoniki czekoladowe 6-12MXN, Borachitos: 1MXN za sztuke (slodkie galaretki z tequila w srodku), zelki: 6-8MXN, babka piaskowa 25-60MXN (najtansza to ta hermetycznie zapakowana typu rogaliki 7days), torty od 100MXN/kg (najtansze to te marketowe - paskudstwo w kazdym calu, aczkolwiek - jezeli nie zaplacisz 500MXN/kg, to nie wazne jaki tort kupisz - kazdy smakuje tak samo, czyli zle), czekolada polska
  • Warzywa: Pomidory 15-25MXN/kg, Cebula 16-36MXN/kg, Ziemniak 20-25MXN/kg (ostrzegam: tutejszy ziemniak smakuje jak trawa), ogorek swiezy od 15MXN/kg, szpinak 7MXN za wiazke, Szczypiorek 7MXN, Salata 7-30MXN, Biala kapusta 6MXN, Pietruszka 7MXN za wiazke, Kalafior 20-25MXN za glowke,  Brokul od 18MXN/kg, papryka zielona: od 25-40MXN/kg, Papryka czerwona/zolta/pomaranczowa: od 40MXN/kg, zielona fasolka ok 25MXN/kg, marchew 10-15MXN/kg.

* Obiad na miescie
  • Ulica: Sa takie meksykanskie dania, ktore nie obeda sie bez kurzu, brudu itp, czyli tego wszystkiego, co wchodzi w smak meksykanskiej ulicy. Mowa tu o przepysznych kanapkach na cieplo - tortas (16-35 MXN), tacos: al pastor, de cecina natural/enchilada, campechano, de barbacoa etc (od 8 MXN za sztuke), de canasta, czyli na szybko z koszyka z np. pure z fasoli, z ziemniakami (od 5 MXN za sztuke), quesadillas (tortilla zlozona na pol z serem oaxaca; od 15 MXN za sztuke). Ponadto na ulicznym straganie kupimy smazone rybki (od 20 MXN za sztuke), kukurydze na patyku z majonezem, limonka i posypka z suszonej papryki (od 12 MXN), tamales (od 10 MXN), jicaleta (plaster klebianu katowatego na patyku w klasycznej posypce paprykowo-limonkowej; od ok 6 MXN). 
  • Knajpka: od 60MXN od osoby
  • Restauracja: od 100MXN od osoby
Uwaga: W knajpach "meksykanskich" czesto na bezczelnego dopisuja wygorowane napiwki tylko i wylacznie dlatego, ze jestes obcokrajowcem - nie daj sie nabrac na te sztuczke - jezeli kelner jest bezczelny daj mu "fige z makiem", lub zostaw mu tyle, ile TY uwazasz za stosowne. Koniec i kropka.

c.d.n...

wtorek, 30 czerwca 2015

Pieskie zycie - o losie zwierzat w Meksyku

W Meksyku trzeba uwazac na wszystko .. i oto doslownie. Alejandro wbijal mi niemal mlotkiem do glowy, aby uwazac na przejciach i nigdy nie przechodzic na pasach na czerwonym swietle, bo moze byc to moje ostatnie zlamanie prawa w zyciu ... sami piesi Meksykanie, a zwlaszcza Meksykanki, ktore uwazaja, ze maja prawo do pierwszenstwa w kazdej sytuacji, czesto i tak wbiegaja na jezdnie mimo ruszajacych w ich kierunku samochodow, po czym zakrwawione zwloki niektorych z nich zdobia pierwsze strony gazet codziennych. Ad meritum jednak ... przegladajac strony adopcyjne, tudziez spolecznosci zajmujacych sie ochrona zwierzat w Meksyku znajduje regularnie zdjecia psow (i innych czworonogow) ze zlamanym kregoslupem, polamanymi/pogruchotanymi koscmi konczyn, poprzestawionymi pyszczkami czy otwartymi ranami czaszki. Ilosc tego typu przypadkow jest zatrwazajaca, jednakze, jak to mi ktos kiedys powiedzial "Skoro meksykanscy kierowcy nie szanuja zycia ludzkiego, tym bardziej nie obchodza ich psy". Kolejnym problemem sa choroby psychiczne niektorych delikwentow, ktorzy dla wlasnej, sadystycznej przyczyny obcinaja zwierzakom lapki/skrzydla czy/i polewaja je plynem latwopalnym, np benzyna i podpalaja (niestety takich psycholi znalezc mozna w kazdym zakatku swiata). 



Najistotniejszym jednak problemem zdaje sie byc klasyczne przymykanie oka przez wladze meksykanskie na istnienie pawilonow "zwierzecych" na rynkach typu Sonora i La Merced, gdzie ilosc lamanych praw zwierzat i jakichkolwiek zasad moralnych jest na porzadku dziennym. Wchodzac tam mozna zobaczyc obdarte klatki "nafaszerowane" (bo dla sprzedawcy zwierze to tylko mieso/futro) zwierzetami, ktore ze wzgledu na ilosc ich pobratymcow nie sa w stanie swobodnie sie poruszac i ktorych zycie dla dobra portfela wlasciciela stoiska przedluzane jest najgorszej jakosci karma i brudna woda. W jednym miejscu odnalezc mozna nie tylko kroliki, papugi, zolwie czy myszki, ale takze kury, pawie (!), barany i kozy. Te pierwsze maja o tyle utrudniony byt, iz wokol ich klatek porozwieszane sa zdarte futerka i obciete lapki ich kompanow, ktorych zycia zazwyczaj pozbawila choroba wirusowa ze wzgledu na panujacy wokol syf. Czasem, np na rynku w Xochimilco, spotkac mozna ulicznych sprzedawcow, ktorzy roztawiaja klatki przy ulicy nieocienionym miejscu i tak trzymaja je przez caly dzien w skwarze, halasie i spalinach przejezdzajacych samochodow. Jakby tego bylo malo rynkowi kaci na swych wizytowkach udekorowanych wierunkami zdrowych, radosnych zwierzat, maja bezczelnie napisane "Nie gwarantujemy zycia zakupionych zwierzat"...
Teoretycznie z kazdej strony mozna slyszec oburzenie, iz nie godzi sie w tak karygodny sposob traktowac czworonoznych/skrzydlatych przyjaciol, lecz w praktyce wychodzi na wierzch klasyczna, meksykanska hipokryzja. Ja sama do dnia 14 czerwca tegoz roku nie zdawalam sobie sprawy z horroru, jaki sie tam dzieje i z niewolniczego losu zwierzat, ktore mialy nieszczescie trafic w rece zlych ludzi. Tegoz to dnia kupilismy bowiem Poli chlopaka - Vladka - ktory zmarl na rekach Alexa pare godzin po przyniesieniu go do domu. Choc nasz papug w ostatnich godzinach swego zycia mogl czuc sie kochany, najsmutniejsze w jego historii jest fakt, ze po wyciagnieciu jego z kartonika zdawal sie po raz pierwszy widziec niebo i latajace za oknem wolne ptaki, co w brutalny sposob obrazuje, jak przygnebiajaca jest wegetacja Bogu ducha winnych zwierzat w meksykanskim swiecie pieniadza....

***





Zdjecia: https://revistavinculo.wordpress.com

wtorek, 10 marca 2015

Bajki tysiaca i jednej Polki - Bajka IX - Na meksykanskim szlaku tajemnic




Poniższy post powstał w ramach projektu "BAJKI TYSIĄCA I JEDNEJ POLKI" Klubu Polki na Obczyźnie, który dedykowany jest Karince oraz jej siostrze Ali. Dziewczynki aktualnie nie mają możliwości by podróżować, dlatego zabieramy je w baśniową podróż po świecie z dziecięcych snów.

***

Istnieje mapa bez krańców świata - są na niej wszystkie kontytenty, miasteczka i wsie, ale jako że zawieruszyła się w bibliotecznym dziale baśni, nabyła magicznych cech: jeśli się na niej stanie, potrafi porwać ze sobą w najbardziej odległe miejsce.

Byli tacy, którzy próbowali przedostać się mapą na skróty na Wielką Rafę Koralową u brzegów Australii, na szczyty Himalajów, a nawet do sklepu obuwniczego dwie przecznice dalej. Te próby jednak kończyły się fiaskiem, bo żaden ze śmiałków nie odkrył, że na wyprawę mogą wybrać się tylko dzieci. Czternastoletnia Ala i jej ośmioletnia siostra Karina poznały także inny sekret mapy - nie da się nią podróżować w pojedynkę. Dziewczynki dobrze wiedzą, że trzeba razem usiąść na wygniecionym papierze i mocno złapać się za ręce i dopiero wtedy otworzy się przed nimi droga. Dokąd tym razem? Jak zwykle tam, gdzie ktoś na tę dwójkę będzie czekał. Tak jak tutaj.

***

Zblizaly sie urodziny Ali. Karina bardzo pragnela, aby jak co roku byly one wyjatkowe, jednakze nie mogla zdecydowac sie na ten jeden, jedyny w swoim rodzaju prezent. Chodzila po pokoju to tu, to tam, przerzucala po cichutku rzeczy z miejsca na miejsce szukajac chocby najmniejszej wskazowki. Wreszcie, przerzuciwszy nieskonczona ilosc ksiazek i zabawek wpadla na pomysl doskonaly. Na paluszkach podreptala szybko po magiczna mape i potrzebne rekwizyty, a nastepnie wgramolila sie do lozeczka spiacej jeszcze Alii i wyszeptala:

Magiczna mapo, moj przyjacielu,
Wskaz nam, prosze, droge do wymarzonego celu,
Niech bedzie on piekny, piaszczysty, goracy,
I ocean spokojnie otulajacy.

Wnet opuscily cztery sciany ich ukochanego pokoju i znalazly sie na ogrzanej sloncem, piaszczystej plazy. Poranna bryza przynosila przyjemne orzezwienie w dniu, ktory, chociaz dopiero co sie budzil, juz zapowiadal sie bardzo upalnie. O tej porze plaza byla jeszcze pusta, lecz gdzieniegdzie dojrzec mozna bylo opalonych mlodziencow rozstawiajacych lezaki i kosze plazowe. Karina nie miala pojecia gdzie sa, jednak wiedziala, ze i tym razem magiczna mapa ja nie zawiodla. 
- Aaaaalaaaa... - szepnela do ucha wciaz spiacej siostry - Aaaalaaa - obudz sie! 
- Jeszcze piec minut, prooosze.
Karina sie zasmiala - Jezeli chcesz, mozesz i przespac caly dzien, ale obawiam sie, ze potem bedziesz zalowac, ze zmarnowalas okazje na kapiel w oceanie i zimne lody. 
Ala zerwala sie na dwie nogi. Powoli rozgladala sie na wszystkie strony niedowierzajac wlasnym oczom. 
- Dzisiaj sa Twoje urodziny. A poniewaz wiem, jak bardzo uwielbiasz plaze,  chwycilam nasza zaczarowana mape i poprosilam ja, aby zabrala nas do najpiekniejszej z nich. 
- I gdzie zatem jestesmy? - zapytala sie Ala. W jej glosie nie bylo gniewu, lecz rozbawienie przemieszane ze wzruszeniem.
- Oj .... I u zaczynaja sie schody - nie wiem ... Ale zobacz, zobacz, jaki blekitny ocean! Masz - Karina wyciagnela z torby zwiniety w pospiechu stroj kapielowy i wcisnela w rece siostrze - przebieraj sie szybko i wskakujemy do wody. 
Ala przytaknela Karinie, gdyz rzeczywiscie stesknila sie za uczuciem kolysania przez fale. Niespuszczajac jednak wzroku z siostry podbiegla do siedzacej w cieniu i haftujacej starszej pani.
- Przepraszam, czy moglaby mi Pani powiedziec, gdzie dokladnie sie znajdujemy?
Staruszka spojrzala zdziwiona na Ale - Dziecko, jestesmy w Acapulco! Zgubilas sie moze? Potrzebujesz pomocy?
- Acapulco?! - krzyknela w myslach Ala. - No to niezly prezent sprawila mi Karina.
- Nie, prosze Pani, nie zgubilam sie. To jest wlasnie miejsce, do ktorego zawsze chcialam sie udac - odpowiedziala i pomachawszy na dowidzenia podbiegla do Kariny i wspolnie wskoczyly do wody.


Beztrosko mijaly dziewczynkom chwile na slonecznej plazy w Acapulco. Razem smialy sie, nurkowaly i zajadaly sie pysznymi sorbetami. W pewnym momencie, gdy Karina budujac trzecie pietro bajecznego, piaskowego zamku nabierala lopatka odpowiednia ilosc piasku do wiaderka natrafila na nieco zniszczony zwoj papieru.
- Ala, zobacz co znalazlam!
Ala zdjawszy okulary spojrzawszy na umorusana od mokrego piasku siostre zasmiala sie, po czym podniosla sie z lezaka i podeszla do siostry.
- Zobacz, zobacz ... Moze to jakas mapa piratow, albo list milosny!? - Zapytala podekscytowana Karina. 
Starsza siostra chwycila zlozony kawalek papieru i ostroznie go otworzyla. Ich oczom ukazaly sie dziwnie brzmiace slowa:

Choc na ladzie na dwoch nogach krocza, 
Zanim w blekitna otchlan skocza,
W krotkim locie forme ptaka przybieraja
I nastepnie w wode niczym ryby nurta daja.

- Wyglada to jak zagadka. - Stwierdzila Ala.
- Zagadka? Ale w jakim celu? - Zapytala Karina
- Nie wiem, ale, skoro juz tutaj jestesmy, nie zaszkodzilo by ja z czystej ciekawosci rozwiazac. Jak uwazasz?
Karina klasnela w rece z podekscytowania - Tak, tak! Pobawimy sie w “Detektywow w tropikach”! 
Dziewczynki zgodnie postanowily poznac odpowiedz zagadki znalezionej na ukrytej w piasku kartce papieru. Zanim jednak przystapily do akcji ich brzuchy przypomnialy im o koniecznosci ich napelnienia. Udaly sie wiec do pobliskiej restauracji polozonej na szczycie skaly. Choc juz wczesniej, w Polsce mialy okazje zasmakowac w prawdziwej (jak im sie wowczas przynamniej wydawalo) kuchni meksykanskiej, wiele dan zaprezentowanych w karcie stanowilo dla nich przeogromny znak zapytania, totez poprosily pana kelnera, aby sam wybral dla nich jedno z typowych, pikantnych dan meksykanskich.
- Bo przeciez meksykanskie jedzenie, ktore nie jest pikantne, nie jest meksykanskie! - rzekla Karina.
W odpowiedzi na tak zdecydowane slowa mlodego goscia, mlody kelner przyniosl dziewczynkom dwa wielkie kielichy wypelnione owocami morza.
- Oto specjalnosc tutejszej kuchni - El vuelve a la vida. 
Karina z pelna powaga na twarzy siegnela po znajdujaca sie na stole salaterke z czerwonym sosem. 
- Karus, badz ostrozna, ten sos wydaje sie bardzo ostry.
- Tak, Ala, ale czy nie o to wlasnie chodzi w kuchni meksykanskiej? Skoro jestesmy w Meksyku, to jedzmy, jak prawdziwe meksykanki. - odpowiedziala Karina, po czym dodala kolejne dwie lyzki salsy.
Pierwszy kes, drugi kes ... Nagle twarz Kariny zrobila sie cala czerwona - tak samo jak sos, ktory przed momentem dodala do swego dania.
- Karina, czy cos Ci dolega? - zapytala Ala z trudem powstrzymujac sie od smiechu.
- Piecze, piecze, piecze, oj, jak bardzo piecze - z trudem wysapala mloda. 
Pierwsza szklanka wody, druga szklanka wody - oj, ciezko bylo Karinie zlagodzic pieczenie w buzi. Wreszcie obslugujacy je kelner, ktory z rozbawieniem obserwowal mala turystke, podal jej koszyk z chlebem, ktory zlagodzilby jej konsumenckie cierpienie. 
Po chwili, kiedy sytuacja zostala opanowana, Karina i Ala degustujac, tym razem, slodki deser flan, w spokoju podziwialy roztaczajacy sie wokol nich widok. A byl on jedyny w swoim rodzaju. Wysoka skala, o ktora z nieslychana sila uderzaly fale oceanu i w ktorej glebine co rusz ..... skakali tutejsi smialkowie. 
- Przepraszam - zapytala kelnera Karina - co to jest za miejsce?
- To? - odpowiedzial kelner - to jest La Quebrada - z niej to od dziesiatek lat tutejsi mlodziency skacza udowadniajac sobie samym sile i demonstrujac ogromna odwage
- Ala, czy myslisz o tym samym co ja? Toc to o tym miejscu wydaje sie mowic zagadka!


Blysnely oczy dziewczynek. Czym predzej pobiegly ku klifowi, aby z bliska moc obejrzec ten niesamowity pokaz i znalezc odpowiedzi na nurtujace je pytania.  
Obserwowaly wyczyny z zapartym tchem jednoczenie podskakujac z emocji chcac samym moc skoczyc tak, jak owi mlodziency. W pewnym momencie podszedl do nich jeden ze skoczkow.
- Hola, Señoritas, podobal Wam sie pokaz?
- To bylo nie-sa-mo-wi-te!!! - odpowiedzialy chorkiem Ala i Karina. 
- Jezeli umiecie plywac, to mozemy skoczyc razem - chlopiec zaproponowal dziewczynkom, ktore w tym momencie ponownie zaniemowily z wrazenia - Musze Was jednak ostrzec - kontynuowal - ze jest to niebezpieczne i musicie bardzo uwazac. Jezeli jednak sie odwazycie, chwile te zapamietacie do konca zycia.
Dziewczynki tak jak staly rzucily plecaczki i czym predzej udaly sie za rece z nowym kolega na miejsce skokow. 
Raz, dwa, trzy .... Skoczyli razem ... Nim sie obejrzyly, juz znalazly sie wsrod fal oceanu.
- To bylo niesamowite!!! - Wykrzykiwala Karina - czulam sie, jakbym latala
Kiedy dziewczynki wyplynely na lad, podziekowaly pieknie chlopcu za przygode, ktora dzieki niemu przezyly. Zapytaly sie tez o to, co je obie ogromnie zastanawialo, a mianowicie o zagadke - niestety i dla niego stanowily tajemnice. Tymczasem pakujac swoje stroje i szykujac sie do powrotu do domu ponownie przezyly zaskoczenie, gdy wsrod rozlozonych ubran odnalazly kolejna karteczke.
- Karino, zobacz co znalazlam. Nastepna zagadka... 
- Ale skad znalazla sie ona w Twoich rzeczach? Myslisz, ze ktos mogl ja podrzucic? - zapytala zaintrygowana Karina. 
- Sama nie wiem. Wszystko zdaje sie byc bardzo tajemnicze. Posluchaj:

Spojrz tam, gdzie Slonce i Ksiezyc wspolnie kroluja, 
I razem dumnie nad wszystkimi innymi goruja.
Znajdz w sobie sile, by jak one znalezc sie na szczycie,
I nie zapomnij, ze tylko z sercem na dloni trzeba isc przez zycie.

- Slonce i Ksiezyc, oba goruja .... Czy autor tej zagadki chce nas wyslac w kosmos???
- Watpie, Karino. - odpowiedziala spokojnie Ala - pamietasz moze Twoja ksiazke o piramidach?
- Oczywiscie, to moja ulubiona. W sumie jedna z ulubionych - ksiazki to nie sukienki, aby moc je jednoznacznie ocenic za ulubione, gdyz kazda jest najprawdziwszym skarbem...
- Tak, tak, Karino - Ala weszla w slowo swej siostrze - ale do rzeczy ... Pamietasz, byla w niej mowa o piramidach azteckich, miedzy innymi o piramidzie Slonca ...
- Taaak, ta z reliefami m.in. Tlaloka. - wtracila mloda.
- Dokladnie - kontynuowala z usmiechem Ala - i o piramidzie Ksiezyca. Obie znajdowaly sie ... gdzie? 
- Och, a tego to nie pamietam - odpowiedziala z rozczarowaniem w glosie Karina.
- W Teotihuacán! Dalej, podaj mi nasza magiczna mape, zgniec papierek, zamknij oczy i lecimy. Nie ma co czekac. 


Tak, jak Ala powiedziala, tak obie zrobily. W mig przeniosly sie do znajdujacego sie niemal w sercu Meksyku Teotihuacán. Wtopiwszy sie w tlum turystow zwiedzaly starozytne ruiny nie mogac wyjsc z podziwu nad ich wielkoscia, a zwlaszcza - historia. Lot balonem i rozposcierajacy sie z niego widok, ukazujacy caly splendor ziemi Aztekow, jeszcze mocniej zwiazal serca dziewczynek z Meksykiem. Kiedy dzien zblizal sie juz ku koncowi i miejsce archeologczne niemal opustoszalo Ala zwrocila sie do Kariny:
- Chodz, sprobujmy sie wspiac na szczyt tejze piramidy, aby z gory moc zobaczyc zachodzace slonce.
- Na szczyt? - zapytala niepewnie Karina - ale to tak bardzo, bardzo wysoko. 
- Tak, wysoko, a co, boisz sie? 
- Kto, ja? Oczywiscie, ze nie. Nozki mnie bola i nie wiem, czy dam rade tam wejsc.
Ala przykucnela i objela siostre - Ja rowniez jestem zmeczona, ale pomysl, jak niesamowity widok zobaczymy ze szczytu tej piramidy. Obiecuje, ze po tym wracamy do domu.
Karina kiwnela glowa na zgode. Dziewczynki chwycily sie za rece i razem powoli, schodek po schodku wchodzily na gore. Kiedy przekroczyly ostatni, najwyzszy stopien, zachodzace slonce zaczelo juz malowac na nieboskonie swymi gasnacymi promykami wielokolorowe pejzaze. Dziewczynki usiadly i przytuliwszy sie do siebie obserwowaly tenze piekny spektakl natury. Slonko jeszcze nie schowalo sie calkowicie za wzgorzem, kiedy to zmeczenie i ogrom emocji minionego zmozyl Ale i Karine i ulozyl je do snu....


Nastepnego dnia obudzily sie otulone kocem, ktory wraz ze sniadaniem i nowa zagadka pojawil sie niewiadomo jak i niewiadomo skad. 
- Ala, czy my jeszcze spimy? Zobacz co ktos nam podrzucil znowu. - Zapytala sie Karina przecierajac oczy ze zdziwienia. - Ach, nieee, nie spimy... Mmmm, jak smacznie pachnie to mleko czekoladowe.
- To nie jest zwykle mleko, to atole, czyli typowy napoj, ktory Meksykanie, zaraz obok soku pomaranczowego, pija na sniadanie. - Odpowiedziala Ala - A ta “kolba kukurydzy” to nic innego, jak tamal - takie smieszne ciasto z maki kukurydzianej owiniete w liscie kukurydzy. Oba przysmaki znane byly tutejszym ludom zanim Kolumb przyplynal ze swoja ferajna.
Ala i Karina z zachwytem zajadaly sie swym sniadaniem-niespodzianka, a konczywszy wspolnie odczytaly tekst kolejnej zgadywanki.

Na cztery strony swiata sie rozposcieram,
Jedna epoke koncze i druga otwieram,
Patrza na mnie z duma wladcy i bogowie, 
A ja slucham jedynie tego, co wiatr mi powie.

- Ala, co powiesz, jezeli tym razem zaryzykujemy i myslac o slowach tego wierszyka, sprobujemy nadac ostateczny cel naszej podrozy? 
- Chyba nie mamy innego wyjscia, jezeli chcemy poznac rozwiazanie lamiglowki. Zadna bowiem odpowiedz nie przychodzi mi do glowy. 


Tak jak uzgodnily, tak zrobily. Zamknely oczy i raz, dwa trzy .... Znalazly sie na ogromnym, kwadratowym placu. Po jednej stronie ogromna katedra, obok palac, jak im sie slusznie wydawalo, prezydencki. Z kolejnych zas bokow spogladaly na nich neonowe twarze meksykanskich bohaterow narodowych. I glowny bohater, ciezko powiewajacy z gigantycznego masztu na samym srodku Zocalo - flaga meksykanska. Ala i Karina nie zdarzyly jednak ochlonac z emocji, kiedy to odszedl do niech maly chlopiec w stroju azteckim. 
- Witajcie, Xochimeh, to ja was tutaj sciagnalem. 
Dziewczynki spojrzaly na siebie zdziwione. 
- Przepraszam, Xochi - co? Kim jestes i dlaczego nas tutaj sciagnales.- zapytała Ala.
Chłopiec uśmiechnął się życzliwie - Xochimeh, w moim języku, języku nahuatl słowo to oznacza - królowe kwiatów - jesteście całe w nie ubrane. 
Ala i Karina spojrzaly na siebie i serdecznie sie rozesmialy - rzeczywiscie, wygladaly jak krolowe kwiatow - Karina miala na sobie kwiecista sukieneczke, natomiast Ala kwiatek we wlosach, ktory poprzedniego dnia znalazla wsrod traw w okolicy Teotihuacan. 
- Mam na imię Témoc. - ciągnął dalej chłopiec - wprowadzilem Was w gre zagadek, aby nie tylko nauczyc Was dziejow i kultury mojego kraju, lecz przede wszystkim pokazac Wam, jaka sila, odwaga, madrosc i milosc w Was drzemie. Dlatego tez Was wybralem, abyscie swoj pobyt w Meksyku zapamietaly jako lekcje historii i zycia. 
- Och, Temoc, mam ochotę dać Ci pstryczek w nos za te gierki - zachichotała Karina – ale … tak bardzo mi się one podobały!!! - radośnie dodała dziewczynka.
- Rzeczywiście – zgodziła się Ala – zobaczyłyśmy i nauczyłyśmy się tutaj wielu rzeczy, choćby tego, aby unikać zbyt pikantnych sosów, prawda, Karino? - Cała trójka głośno się roześmiała.
- Na sam koniec naszej przygody pozwolcie, że podaruję Wam amulety z axolotlem, abyście spoglądając na nie, mogły przypomnieć sobie czas spędzony na ziemi półksiężyca.
To rzekłszy Temoc  zniknął. Ala i Karina nieco oszołomione spojrzały ponownie na podarunek i otaczającą je przeszłość przeplataną z terażniejszością, które tak mocno można było odczuć na placu Zocalo. 
Wreszcie poczuły, że czas wrócić do domu. Już szykowały się do powrotu, kiedy to Karina zauważyła przechodzącą nieopodal grupę muzyków i to muzyków nie byle jakich, bo rozsławionnych Mariachi. Skoro Ala była zajęta pakowaniem ich rzeczy, szybciutko do nich podbiegła i szepneła zdań kilka na ucho. Zanim jej siostra spostrzegła zniknięcie młodej już stała przed nią dumno wraz z muzyczną trupą, która w tym momencie zaczęła przygrywać pierwsze nuty pewnej melodii.
- Wczoraj miałaś urodziny, Ala, i z tych wszystkich wrażeń całkowicie zapomniałam zaśiewać Ci piosenkę urodzinową. Dlatego też pozwól, że w tej chwili to nadrobię. - rzekła Karina, po czym wraz z Mariachi zaśpiewała „Mananitę”... 


wtorek, 3 lutego 2015

Baby Jesus Christ Superstar - Dia de Candelaria

Wczoraj w calym Meksyku swietowano Dzien Ofiarowania Panskiego. Ze wzgledu na swoja unikatowa forme, tak bardzo rozniaca sie od tej w Polsce wydaje mi sie za warte wspomnienia historia tegoz dnia na ziemi meksykanskiej, sposob jego przezywania przez Latynosow, a zwlaszcza ogolnonarodowy szal na punkcie Dzieciatka Jesus, ktore w tym dniu przezywa swoje "5 minut".
Przygotowanie do swietowania Día de Candelaria Meksykanie rozpoczynaja juz 6. stycznia w Dniu Trzech Kroli. Tego dnia spozywa sie drozdzowe ciasto w ksztalcie wienca o nazwie Rosca, ktore pokryte jest lukrem i kandyzowanymi skorkami owocow. Wewnatrz niego w zaleznosci od wielkosci "drozdzowki" znajduja sie 1-5 miniaturowe figurki Dzieciatka Jesus. Ci "szczesliwcy", ktorzy je znajda, staja sie sponsorami w Dia de Candelaria atole (napoj kukurydziany) i tamales (gotowane "ciasto" kukurydziane w lisciach kukurydzy (na slodko, na slono, do wyboru do koloru)), ktore stanowia tradycyjny przysmak spozywany w niemal kazdym wazniejszym dniu w Meksyku.
(Historia w skrocie) Zwyczaj Niño Dios ma swoj poczatek w Xochimilco. Kiedy misjonarze przyjechali nawracac Indian i 24 grudnia przyniesli do kosciola Dzieciatko oglaszajac, ze Maryja urodzila Jezusa, rdzenni mieszkancy ucieszywszy sie przeogromnie i nie chcac zostawic niemowle samo w kosiele postanowili zabrali go do domu. Kazdego dnia Niño Jesus znajdowalo sie pod opieka innej rodziny, dla ktorej to jego obecnosc byla tak wielkim zaszczytem, ze traktowalo ja jako zywego czlonka swej familii (w owych czasach znaczylo to rowniez, ze idac w pole, do kosciola, czy w odwiedziny, zabierano je ze soba (obecnie niektore rodziny zabieraja je ze soba jadac na wakacje do Acapulco, czy lecac do Disneylandu (swoja droga musze sprawdzic, czy istnieje stroj kompielowy i przebranie Myszki Mickey dla baby Jesusa)). Kiedy minal rok i indianie ponownie zgromadzili sie w kosciele na pasterce, skoro nikt nie raczyl oddac Niño Diosa, ksiadz przyniosl drugie Dzieciatko, na co ci "inteligentniejsi" zakrzykneli radosnie: Jak to dobrze, ze Maryja urodzila blizniaki! (Fanfary). Kosciol, w ktorym mialy miejsca te wydarzenia, znany jest jako Kosciol Blizniakow.
Do dzis do kosciolow w calym meksyku przychodza starsze panie z koszykami, w ktorych znajduje sie kilka Dzieciatek. Czesto, zamiast ubrac je w tradycyjne, dzieciece kubraczki, czy stroje nawiazujace do Swietych przebieraja je np. za lekarza - bo Jezus uzdrawial (bialy mundurek z wyszytym napisem "Dr Jesus" (lol), stetoskop, walizeczka, itp), za sportowca w stroju reprezentacji narodowej - bo babcia jest kibicem, za kowboja - bo s.p. ojciec babci hodowal konie itp. itd. Na dole strony bedziecie mogli zobaczyc na wlasne oczy jeszcze wiecej innych propozycji.
W samym DF mozna znalezc przeogromna ilosc punktow sprzedazy lalek dzieciatka Jesus, konfekcji (czesto oferowanej na zamowienie z katalogu (zobacz -> tutaj) lub szytej na miare) i "przychodni lekarskich - tj. miejsc reparacji zniszczonych przez uplyw czasu figurek (sa one m.in. wyposazone w precyzyjne narzedzia dentystyczne). Jako ciekawostke podam fakt, ze w jednym z takich miejsc - Mercado de la Merced - ktorego dzielnica od przeszlo trzydzietu lat jest siedliskiem prostytucji (glownie przymuszonej i dopuszczajacej "mozliwosc" sprzedazy kobiety (Sad but true)), zlodziei i innych typow spod ciemnej gwiazdy - znajduje sie .... uwaga, uwaga ... 1750 straganow z jezusowymi gadzetami.
Wybor lalek jest przeogromny - od takich, ktorych kiczowatosc przekracza z przytupem granice dobrego smaku po calkiem ladne laleczki chlopcow o bardzo dziewczecej urodzie (ktora jeszcze mocniej podkreslaja doklejone sztuczne, dlugie rzesy). Wiekszosc z nich prezentuje calkowicie nie-meksykanska krase - blade lico, blekitne oczy i wzglednie jasne wlosy, czyli wszystkie te cechy, ktore Meksykanie pozadaja. Oczywiscie znalezc mozna te o typowym, latynoskim pieknie, jak rowniez czarnoskore, jednakze niewatpliwie wzbudzaja one mniejsze zainteresowanie zakompleksionych klientow.
Kupujac ubranko dla Niño Diosa, nie zdziw sie, jezeli sprzedawca zapyta sie Ciebie o wiek Twego "podopiecznego". Jezeli lalka zostala dopiero co zakupiona, lub masz roczny staz malzenski, odpowiadasz, ze "dziecko" skonczylo" roczek (adekwatnie, im dluzszy staz malzenski, tym ono jest starsze - tak jak czlowiek) i podlug tegoz wieku pani stylistka proponuje Ci zestaw ubran (cena zestawu zaczyna sie w okolicach ). Z biegiem lat Dzieciatko Jesus ma uzbierana taka ilosc garderoby, ze rodzicom chrzestnym nie pozostaje nic innego jak "podarowac" mu cala szafe.

***

Pozwolicie, ze i tutaj nie cofne sie przed krytyka. Podobnie, jak Wielkanoc i Boze Narodzenie, i to Swieto wydaje sie byc skomercjalizowane do granic mozliwosci. W jednym jednak aspekcie Meksyk poszedl krok do przodu (a raczej cofnal sie) - za sprawa antropomorfizacji lalki, ktora traktowana jest jak zywy czlonek rodziny, ktory czesto ma wiecej ubran i atencji (ktora to moim zdaniem lepiej byloby poswiecic drugiemu czlowiekowi), niz jej wlasciciele. Sam zwyczaj bylby pozyteczny, gdyby byl skierowany do dzieci, aby poprzez opieke nad Niño Dios uczyly sie zarowno religii, jak i odpowiedzialnosci. Tymczasem widok czlowieka doroslego paradujacego z nim niczym z zywym dzieckiem (zwlaszcza, jak ubiera sie je w tak smieszne przebranie jak cowboy), podobnie jak w przypadku wyrosnietych szczurow laboratoryjnych tj, malych pieskow typu Chihuahua, jest delikatnie mowiac zabawny. Za klasyczny przyklad niech posluzy babcia megu lubego, ktora w trakcie mojej pierwszej wizyty w jej domu przyleciala do mnie z Jesusem w sukience z propozycja nie do odrzucenia, abym przywitala sie z nim i ucalowala go .....


***

Niebianski Pokaz Mody, czyli najnowsza kolekcja typu haute couture zaprojektowana przez najwybitniejszych
 meksykanskich kreatorow mody (czytaj -> tutaj)
Lewy dolny rog - Doktor Jezus i Chirurg Jezus; Swoja droga najwieksza popularnoscia ciesza sie lalki o jakze "typowej"
 meksykanskiej urodzie - z jasnymi wloskami i skora oraz blekitnymi oczami. Jak mozna sie domyslac, 
kitsch - más kitsch - muchísimo más kitsch


Jednoroczny Niño Dios w typowym niemowlecym zestawie - zamiast tronu - zlobek/kolyska z materacem (!) i kocykiem (male dziecko  nie utrzyma sie przeciez pionowo na krzesle - na krzeselko sadza sie dopiero trzyletnie "maluchy"), czepek (baby Jesus zawsze wystepuje z jakims nakryciem glowy - np. babcia Hermelinda przyklejagolebia do glowy lalki - wlascicieli=rodzicow chrzestnych ogranicza zatem jedynie fantazja), ubranko - rompon - sukienka do chrztu, pelerynka (tipico), buciki i dodatkowy gadzet - grzechotka, butelka z mlekiem lub smoczek.
... bo kto Jezusowi zabroni byc Luchadorem?!

(ponizsze zdjecia pochadza ze strony Creaciones Guadalupe)





 Papiez, policjant, wedrowiec, wojownik aztecki, lekarz pilkarz ... Twoj Niño Dios moze zostac kimkolwiek tylko chce

Bielizna dla Dzieciecia Jesus

Akcesoria dla Dzieciatka Jesus... Mala reflekja: Zastanawiam sie ile meksykanskich rodzin ozdabia swa lalke bizuteria
z prawdziwego zlota samej nie majac nic wartosciowego.