wtorek, 10 marca 2015

Bajki tysiaca i jednej Polki - Bajka IX - Na meksykanskim szlaku tajemnic




Poniższy post powstał w ramach projektu "BAJKI TYSIĄCA I JEDNEJ POLKI" Klubu Polki na Obczyźnie, który dedykowany jest Karince oraz jej siostrze Ali. Dziewczynki aktualnie nie mają możliwości by podróżować, dlatego zabieramy je w baśniową podróż po świecie z dziecięcych snów.

***

Istnieje mapa bez krańców świata - są na niej wszystkie kontytenty, miasteczka i wsie, ale jako że zawieruszyła się w bibliotecznym dziale baśni, nabyła magicznych cech: jeśli się na niej stanie, potrafi porwać ze sobą w najbardziej odległe miejsce.

Byli tacy, którzy próbowali przedostać się mapą na skróty na Wielką Rafę Koralową u brzegów Australii, na szczyty Himalajów, a nawet do sklepu obuwniczego dwie przecznice dalej. Te próby jednak kończyły się fiaskiem, bo żaden ze śmiałków nie odkrył, że na wyprawę mogą wybrać się tylko dzieci. Czternastoletnia Ala i jej ośmioletnia siostra Karina poznały także inny sekret mapy - nie da się nią podróżować w pojedynkę. Dziewczynki dobrze wiedzą, że trzeba razem usiąść na wygniecionym papierze i mocno złapać się za ręce i dopiero wtedy otworzy się przed nimi droga. Dokąd tym razem? Jak zwykle tam, gdzie ktoś na tę dwójkę będzie czekał. Tak jak tutaj.

***

Zblizaly sie urodziny Ali. Karina bardzo pragnela, aby jak co roku byly one wyjatkowe, jednakze nie mogla zdecydowac sie na ten jeden, jedyny w swoim rodzaju prezent. Chodzila po pokoju to tu, to tam, przerzucala po cichutku rzeczy z miejsca na miejsce szukajac chocby najmniejszej wskazowki. Wreszcie, przerzuciwszy nieskonczona ilosc ksiazek i zabawek wpadla na pomysl doskonaly. Na paluszkach podreptala szybko po magiczna mape i potrzebne rekwizyty, a nastepnie wgramolila sie do lozeczka spiacej jeszcze Alii i wyszeptala:

Magiczna mapo, moj przyjacielu,
Wskaz nam, prosze, droge do wymarzonego celu,
Niech bedzie on piekny, piaszczysty, goracy,
I ocean spokojnie otulajacy.

Wnet opuscily cztery sciany ich ukochanego pokoju i znalazly sie na ogrzanej sloncem, piaszczystej plazy. Poranna bryza przynosila przyjemne orzezwienie w dniu, ktory, chociaz dopiero co sie budzil, juz zapowiadal sie bardzo upalnie. O tej porze plaza byla jeszcze pusta, lecz gdzieniegdzie dojrzec mozna bylo opalonych mlodziencow rozstawiajacych lezaki i kosze plazowe. Karina nie miala pojecia gdzie sa, jednak wiedziala, ze i tym razem magiczna mapa ja nie zawiodla. 
- Aaaaalaaaa... - szepnela do ucha wciaz spiacej siostry - Aaaalaaa - obudz sie! 
- Jeszcze piec minut, prooosze.
Karina sie zasmiala - Jezeli chcesz, mozesz i przespac caly dzien, ale obawiam sie, ze potem bedziesz zalowac, ze zmarnowalas okazje na kapiel w oceanie i zimne lody. 
Ala zerwala sie na dwie nogi. Powoli rozgladala sie na wszystkie strony niedowierzajac wlasnym oczom. 
- Dzisiaj sa Twoje urodziny. A poniewaz wiem, jak bardzo uwielbiasz plaze,  chwycilam nasza zaczarowana mape i poprosilam ja, aby zabrala nas do najpiekniejszej z nich. 
- I gdzie zatem jestesmy? - zapytala sie Ala. W jej glosie nie bylo gniewu, lecz rozbawienie przemieszane ze wzruszeniem.
- Oj .... I u zaczynaja sie schody - nie wiem ... Ale zobacz, zobacz, jaki blekitny ocean! Masz - Karina wyciagnela z torby zwiniety w pospiechu stroj kapielowy i wcisnela w rece siostrze - przebieraj sie szybko i wskakujemy do wody. 
Ala przytaknela Karinie, gdyz rzeczywiscie stesknila sie za uczuciem kolysania przez fale. Niespuszczajac jednak wzroku z siostry podbiegla do siedzacej w cieniu i haftujacej starszej pani.
- Przepraszam, czy moglaby mi Pani powiedziec, gdzie dokladnie sie znajdujemy?
Staruszka spojrzala zdziwiona na Ale - Dziecko, jestesmy w Acapulco! Zgubilas sie moze? Potrzebujesz pomocy?
- Acapulco?! - krzyknela w myslach Ala. - No to niezly prezent sprawila mi Karina.
- Nie, prosze Pani, nie zgubilam sie. To jest wlasnie miejsce, do ktorego zawsze chcialam sie udac - odpowiedziala i pomachawszy na dowidzenia podbiegla do Kariny i wspolnie wskoczyly do wody.


Beztrosko mijaly dziewczynkom chwile na slonecznej plazy w Acapulco. Razem smialy sie, nurkowaly i zajadaly sie pysznymi sorbetami. W pewnym momencie, gdy Karina budujac trzecie pietro bajecznego, piaskowego zamku nabierala lopatka odpowiednia ilosc piasku do wiaderka natrafila na nieco zniszczony zwoj papieru.
- Ala, zobacz co znalazlam!
Ala zdjawszy okulary spojrzawszy na umorusana od mokrego piasku siostre zasmiala sie, po czym podniosla sie z lezaka i podeszla do siostry.
- Zobacz, zobacz ... Moze to jakas mapa piratow, albo list milosny!? - Zapytala podekscytowana Karina. 
Starsza siostra chwycila zlozony kawalek papieru i ostroznie go otworzyla. Ich oczom ukazaly sie dziwnie brzmiace slowa:

Choc na ladzie na dwoch nogach krocza, 
Zanim w blekitna otchlan skocza,
W krotkim locie forme ptaka przybieraja
I nastepnie w wode niczym ryby nurta daja.

- Wyglada to jak zagadka. - Stwierdzila Ala.
- Zagadka? Ale w jakim celu? - Zapytala Karina
- Nie wiem, ale, skoro juz tutaj jestesmy, nie zaszkodzilo by ja z czystej ciekawosci rozwiazac. Jak uwazasz?
Karina klasnela w rece z podekscytowania - Tak, tak! Pobawimy sie w “Detektywow w tropikach”! 
Dziewczynki zgodnie postanowily poznac odpowiedz zagadki znalezionej na ukrytej w piasku kartce papieru. Zanim jednak przystapily do akcji ich brzuchy przypomnialy im o koniecznosci ich napelnienia. Udaly sie wiec do pobliskiej restauracji polozonej na szczycie skaly. Choc juz wczesniej, w Polsce mialy okazje zasmakowac w prawdziwej (jak im sie wowczas przynamniej wydawalo) kuchni meksykanskiej, wiele dan zaprezentowanych w karcie stanowilo dla nich przeogromny znak zapytania, totez poprosily pana kelnera, aby sam wybral dla nich jedno z typowych, pikantnych dan meksykanskich.
- Bo przeciez meksykanskie jedzenie, ktore nie jest pikantne, nie jest meksykanskie! - rzekla Karina.
W odpowiedzi na tak zdecydowane slowa mlodego goscia, mlody kelner przyniosl dziewczynkom dwa wielkie kielichy wypelnione owocami morza.
- Oto specjalnosc tutejszej kuchni - El vuelve a la vida. 
Karina z pelna powaga na twarzy siegnela po znajdujaca sie na stole salaterke z czerwonym sosem. 
- Karus, badz ostrozna, ten sos wydaje sie bardzo ostry.
- Tak, Ala, ale czy nie o to wlasnie chodzi w kuchni meksykanskiej? Skoro jestesmy w Meksyku, to jedzmy, jak prawdziwe meksykanki. - odpowiedziala Karina, po czym dodala kolejne dwie lyzki salsy.
Pierwszy kes, drugi kes ... Nagle twarz Kariny zrobila sie cala czerwona - tak samo jak sos, ktory przed momentem dodala do swego dania.
- Karina, czy cos Ci dolega? - zapytala Ala z trudem powstrzymujac sie od smiechu.
- Piecze, piecze, piecze, oj, jak bardzo piecze - z trudem wysapala mloda. 
Pierwsza szklanka wody, druga szklanka wody - oj, ciezko bylo Karinie zlagodzic pieczenie w buzi. Wreszcie obslugujacy je kelner, ktory z rozbawieniem obserwowal mala turystke, podal jej koszyk z chlebem, ktory zlagodzilby jej konsumenckie cierpienie. 
Po chwili, kiedy sytuacja zostala opanowana, Karina i Ala degustujac, tym razem, slodki deser flan, w spokoju podziwialy roztaczajacy sie wokol nich widok. A byl on jedyny w swoim rodzaju. Wysoka skala, o ktora z nieslychana sila uderzaly fale oceanu i w ktorej glebine co rusz ..... skakali tutejsi smialkowie. 
- Przepraszam - zapytala kelnera Karina - co to jest za miejsce?
- To? - odpowiedzial kelner - to jest La Quebrada - z niej to od dziesiatek lat tutejsi mlodziency skacza udowadniajac sobie samym sile i demonstrujac ogromna odwage
- Ala, czy myslisz o tym samym co ja? Toc to o tym miejscu wydaje sie mowic zagadka!


Blysnely oczy dziewczynek. Czym predzej pobiegly ku klifowi, aby z bliska moc obejrzec ten niesamowity pokaz i znalezc odpowiedzi na nurtujace je pytania.  
Obserwowaly wyczyny z zapartym tchem jednoczenie podskakujac z emocji chcac samym moc skoczyc tak, jak owi mlodziency. W pewnym momencie podszedl do nich jeden ze skoczkow.
- Hola, Señoritas, podobal Wam sie pokaz?
- To bylo nie-sa-mo-wi-te!!! - odpowiedzialy chorkiem Ala i Karina. 
- Jezeli umiecie plywac, to mozemy skoczyc razem - chlopiec zaproponowal dziewczynkom, ktore w tym momencie ponownie zaniemowily z wrazenia - Musze Was jednak ostrzec - kontynuowal - ze jest to niebezpieczne i musicie bardzo uwazac. Jezeli jednak sie odwazycie, chwile te zapamietacie do konca zycia.
Dziewczynki tak jak staly rzucily plecaczki i czym predzej udaly sie za rece z nowym kolega na miejsce skokow. 
Raz, dwa, trzy .... Skoczyli razem ... Nim sie obejrzyly, juz znalazly sie wsrod fal oceanu.
- To bylo niesamowite!!! - Wykrzykiwala Karina - czulam sie, jakbym latala
Kiedy dziewczynki wyplynely na lad, podziekowaly pieknie chlopcu za przygode, ktora dzieki niemu przezyly. Zapytaly sie tez o to, co je obie ogromnie zastanawialo, a mianowicie o zagadke - niestety i dla niego stanowily tajemnice. Tymczasem pakujac swoje stroje i szykujac sie do powrotu do domu ponownie przezyly zaskoczenie, gdy wsrod rozlozonych ubran odnalazly kolejna karteczke.
- Karino, zobacz co znalazlam. Nastepna zagadka... 
- Ale skad znalazla sie ona w Twoich rzeczach? Myslisz, ze ktos mogl ja podrzucic? - zapytala zaintrygowana Karina. 
- Sama nie wiem. Wszystko zdaje sie byc bardzo tajemnicze. Posluchaj:

Spojrz tam, gdzie Slonce i Ksiezyc wspolnie kroluja, 
I razem dumnie nad wszystkimi innymi goruja.
Znajdz w sobie sile, by jak one znalezc sie na szczycie,
I nie zapomnij, ze tylko z sercem na dloni trzeba isc przez zycie.

- Slonce i Ksiezyc, oba goruja .... Czy autor tej zagadki chce nas wyslac w kosmos???
- Watpie, Karino. - odpowiedziala spokojnie Ala - pamietasz moze Twoja ksiazke o piramidach?
- Oczywiscie, to moja ulubiona. W sumie jedna z ulubionych - ksiazki to nie sukienki, aby moc je jednoznacznie ocenic za ulubione, gdyz kazda jest najprawdziwszym skarbem...
- Tak, tak, Karino - Ala weszla w slowo swej siostrze - ale do rzeczy ... Pamietasz, byla w niej mowa o piramidach azteckich, miedzy innymi o piramidzie Slonca ...
- Taaak, ta z reliefami m.in. Tlaloka. - wtracila mloda.
- Dokladnie - kontynuowala z usmiechem Ala - i o piramidzie Ksiezyca. Obie znajdowaly sie ... gdzie? 
- Och, a tego to nie pamietam - odpowiedziala z rozczarowaniem w glosie Karina.
- W Teotihuacán! Dalej, podaj mi nasza magiczna mape, zgniec papierek, zamknij oczy i lecimy. Nie ma co czekac. 


Tak, jak Ala powiedziala, tak obie zrobily. W mig przeniosly sie do znajdujacego sie niemal w sercu Meksyku Teotihuacán. Wtopiwszy sie w tlum turystow zwiedzaly starozytne ruiny nie mogac wyjsc z podziwu nad ich wielkoscia, a zwlaszcza - historia. Lot balonem i rozposcierajacy sie z niego widok, ukazujacy caly splendor ziemi Aztekow, jeszcze mocniej zwiazal serca dziewczynek z Meksykiem. Kiedy dzien zblizal sie juz ku koncowi i miejsce archeologczne niemal opustoszalo Ala zwrocila sie do Kariny:
- Chodz, sprobujmy sie wspiac na szczyt tejze piramidy, aby z gory moc zobaczyc zachodzace slonce.
- Na szczyt? - zapytala niepewnie Karina - ale to tak bardzo, bardzo wysoko. 
- Tak, wysoko, a co, boisz sie? 
- Kto, ja? Oczywiscie, ze nie. Nozki mnie bola i nie wiem, czy dam rade tam wejsc.
Ala przykucnela i objela siostre - Ja rowniez jestem zmeczona, ale pomysl, jak niesamowity widok zobaczymy ze szczytu tej piramidy. Obiecuje, ze po tym wracamy do domu.
Karina kiwnela glowa na zgode. Dziewczynki chwycily sie za rece i razem powoli, schodek po schodku wchodzily na gore. Kiedy przekroczyly ostatni, najwyzszy stopien, zachodzace slonce zaczelo juz malowac na nieboskonie swymi gasnacymi promykami wielokolorowe pejzaze. Dziewczynki usiadly i przytuliwszy sie do siebie obserwowaly tenze piekny spektakl natury. Slonko jeszcze nie schowalo sie calkowicie za wzgorzem, kiedy to zmeczenie i ogrom emocji minionego zmozyl Ale i Karine i ulozyl je do snu....


Nastepnego dnia obudzily sie otulone kocem, ktory wraz ze sniadaniem i nowa zagadka pojawil sie niewiadomo jak i niewiadomo skad. 
- Ala, czy my jeszcze spimy? Zobacz co ktos nam podrzucil znowu. - Zapytala sie Karina przecierajac oczy ze zdziwienia. - Ach, nieee, nie spimy... Mmmm, jak smacznie pachnie to mleko czekoladowe.
- To nie jest zwykle mleko, to atole, czyli typowy napoj, ktory Meksykanie, zaraz obok soku pomaranczowego, pija na sniadanie. - Odpowiedziala Ala - A ta “kolba kukurydzy” to nic innego, jak tamal - takie smieszne ciasto z maki kukurydzianej owiniete w liscie kukurydzy. Oba przysmaki znane byly tutejszym ludom zanim Kolumb przyplynal ze swoja ferajna.
Ala i Karina z zachwytem zajadaly sie swym sniadaniem-niespodzianka, a konczywszy wspolnie odczytaly tekst kolejnej zgadywanki.

Na cztery strony swiata sie rozposcieram,
Jedna epoke koncze i druga otwieram,
Patrza na mnie z duma wladcy i bogowie, 
A ja slucham jedynie tego, co wiatr mi powie.

- Ala, co powiesz, jezeli tym razem zaryzykujemy i myslac o slowach tego wierszyka, sprobujemy nadac ostateczny cel naszej podrozy? 
- Chyba nie mamy innego wyjscia, jezeli chcemy poznac rozwiazanie lamiglowki. Zadna bowiem odpowiedz nie przychodzi mi do glowy. 


Tak jak uzgodnily, tak zrobily. Zamknely oczy i raz, dwa trzy .... Znalazly sie na ogromnym, kwadratowym placu. Po jednej stronie ogromna katedra, obok palac, jak im sie slusznie wydawalo, prezydencki. Z kolejnych zas bokow spogladaly na nich neonowe twarze meksykanskich bohaterow narodowych. I glowny bohater, ciezko powiewajacy z gigantycznego masztu na samym srodku Zocalo - flaga meksykanska. Ala i Karina nie zdarzyly jednak ochlonac z emocji, kiedy to odszedl do niech maly chlopiec w stroju azteckim. 
- Witajcie, Xochimeh, to ja was tutaj sciagnalem. 
Dziewczynki spojrzaly na siebie zdziwione. 
- Przepraszam, Xochi - co? Kim jestes i dlaczego nas tutaj sciagnales.- zapytała Ala.
Chłopiec uśmiechnął się życzliwie - Xochimeh, w moim języku, języku nahuatl słowo to oznacza - królowe kwiatów - jesteście całe w nie ubrane. 
Ala i Karina spojrzaly na siebie i serdecznie sie rozesmialy - rzeczywiscie, wygladaly jak krolowe kwiatow - Karina miala na sobie kwiecista sukieneczke, natomiast Ala kwiatek we wlosach, ktory poprzedniego dnia znalazla wsrod traw w okolicy Teotihuacan. 
- Mam na imię Témoc. - ciągnął dalej chłopiec - wprowadzilem Was w gre zagadek, aby nie tylko nauczyc Was dziejow i kultury mojego kraju, lecz przede wszystkim pokazac Wam, jaka sila, odwaga, madrosc i milosc w Was drzemie. Dlatego tez Was wybralem, abyscie swoj pobyt w Meksyku zapamietaly jako lekcje historii i zycia. 
- Och, Temoc, mam ochotę dać Ci pstryczek w nos za te gierki - zachichotała Karina – ale … tak bardzo mi się one podobały!!! - radośnie dodała dziewczynka.
- Rzeczywiście – zgodziła się Ala – zobaczyłyśmy i nauczyłyśmy się tutaj wielu rzeczy, choćby tego, aby unikać zbyt pikantnych sosów, prawda, Karino? - Cała trójka głośno się roześmiała.
- Na sam koniec naszej przygody pozwolcie, że podaruję Wam amulety z axolotlem, abyście spoglądając na nie, mogły przypomnieć sobie czas spędzony na ziemi półksiężyca.
To rzekłszy Temoc  zniknął. Ala i Karina nieco oszołomione spojrzały ponownie na podarunek i otaczającą je przeszłość przeplataną z terażniejszością, które tak mocno można było odczuć na placu Zocalo. 
Wreszcie poczuły, że czas wrócić do domu. Już szykowały się do powrotu, kiedy to Karina zauważyła przechodzącą nieopodal grupę muzyków i to muzyków nie byle jakich, bo rozsławionnych Mariachi. Skoro Ala była zajęta pakowaniem ich rzeczy, szybciutko do nich podbiegła i szepneła zdań kilka na ucho. Zanim jej siostra spostrzegła zniknięcie młodej już stała przed nią dumno wraz z muzyczną trupą, która w tym momencie zaczęła przygrywać pierwsze nuty pewnej melodii.
- Wczoraj miałaś urodziny, Ala, i z tych wszystkich wrażeń całkowicie zapomniałam zaśiewać Ci piosenkę urodzinową. Dlatego też pozwól, że w tej chwili to nadrobię. - rzekła Karina, po czym wraz z Mariachi zaśpiewała „Mananitę”... 


7 komentarzy:

  1. Meksyk te kilka zdjęć sprawia że staje się bliższy, choć nie jest miejscem w planach mojej podróży, ale kto wie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż samemu chce się jechać zobaczyć te wszystkie miejsca... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale się dziewczynki napodróżowały :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow ile interesujacych miejsc zwiedzily... moze kiedys wybiore sie z rodzina do Meksyku ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale przyjemna i pouczajaca bajka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziekuje Wszystkim za mile komentarze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękujemy za barwną podróż po Meksyku. Było to wspaniałe przeżycie.
    Pozdrawiają Ala i Karinka :-)

    OdpowiedzUsuń